Wczoraj wyszedłem z aparatem bez planu.
Mgła zrobiła resztę.
Nie było ludzi, tylko światło latarni, puste ławki i mokry asfalt. Miasto zwolniło. Tak jakby na chwilę przestało udawać, że jest czymś więcej niż betonem, znakami i śladami po czyjejś obecności.
Ławka. Jedna, potem druga.
Miejsca zaprojektowane do siedzenia, rozmów, czekania. W nocy zostają same. Wtedy widać, że są tylko przedmiotami, a cała „historia” pojawia się dopiero, gdy ktoś się na nich zatrzyma.
Pies przy ścianie.
Ruch, który trwa sekundę. Nic symbolicznego, nic pod publiczkę. Zwykła nocna rutyna, taka sama jak setki innych. A jednak aparat ją zatrzymuje i nagle zwyczajność zaczyna wyglądać jak kadr z filmu.
Lubię takie momenty.
Bez narracji, bez komentarza, bez potrzeby wyjaśniania czegokolwiek. Fotografia uliczna nie musi krzyczeć. Wystarczy, że jest obecna.
Ta seria powstała szybko i intuicyjnie.
Bez poprawiania rzeczywistości. Bez szukania „ładnych” tematów. Tylko noc, światło i to, co akurat znalazło się przede mną.
Reszta to cisza.
